Teneryfa – Świąteczny break

Teneryfa – Świąteczny break

Teneryfa - Świąteczny break

A w zeszłym roku, mniej więcej o tej porze… Braliśmy udział w regatach na oceanie 😊Poważnie! Wybraliśmy się, w ramach ucieczki od „Last Christmas” w ciepłe – na Wyspy Kanaryjskie. Naszym „łupem” padła Teneryfa. I dogoniło nas tam „Feliz Navidad”. Jakoś w październiku wykombinowaliśmy z kszyhem, że fajnie by było wygrzać się w słonku. Loty nie były drogie, nawet po uwzględnieniu dwóch dużych bagaży (szpej i ciuchy😉). Wyjechaliśmy około 22 z Białegostoku, gdyż lot mieliśmy z Krakowa o chorej godzinie – przez 7 rano. Plus był jeden: już o 11 byliśmy na lotnisku na Teneryfie 😊

La Gomera z samolotu

Mieszkanko wynajęliśmy sobie po raz pierwszy przez AirBnB – tu jest link z rabatem. Polecam wynajmować w rodzimej walucie – w połączeniu z Revolutem na pewno nie stracicie na przewalutowaniu.

Weszliśmy sobie na Montana Roja, górkę niedaleko miejscowości w której spaliśmy. Strasznie wiało.

Teneryfa - Świąteczny break
Stateczek

Teneryfa to wyspa wulkaniczna, a jej centrum stanowi wulkan Pico del Teide, dzielący wyspę na suche południe i wilgotniejszą północ. Wokół ustanowiono rezerwat przyrody, chroniący kalderę.

Teide

Zdecydowaliśmy się wejść na wulkan, z przystankiem w schronisku Altavista, na 3260 m n.p.m. Droga na górę na początku przypominała zwykłą szutrówkę, trochę się kurzyło. Czasami drobne kamienie usuwały się spod nóg. Wyżej, na podejściu do schroniska, było już nieco bardziej wymagająco 😉.

Kaldera Teide
Altavista

Otwierają je dopiero o 17, a sypialnie o 19. Dostaliśmy „pościel”, w cudzysłowie, bo była to raczej cienka fizelina – naprawdę cieszyłam się, że mam wszystko zakryte, od stóp, do głów. Spaliśmy w 20 osób w jednym pomieszczeniu na nieprzyjemnych materacach. W pokoju było zimno, gdyż ogrzewanie jest cały dzień wyłączone, a od 19 dopiero grzeje. Nie mogę powiedzieć bym była wypoczęta tej nocy 😊 Wstaliśmy około trzeciej z planem wejścia na wulkan, by obejrzeć wschód słońca i zjechać kolejką. Niestety dzień wcześniej dostaliśmy wiadomość, że kolejka kursować nie będzie… Widmo schodzenia tą samą drogą, plus moje przemęczone biodro niemal doprowadziło mnie do płaczu. Bardziej ze względu na zdrowie i ryzyko kontuzji, nie poszliśmy na górę i do tej pory sobie pluję w brodę… Ale przynajmniej mam powód by tam wrócić 😊. Zostaliśmy przy schronisku by obejrzeć wschód i schodzić już za dnia.

Jeszcze trzy dni później dokuczało mi biodro… 😉 W drodze powrotnej trafiliśmy do lokalnej cukierni, gdzie objedliśmy się churrosami.

Ostatni z dwunastu

Zobaczyliśmy też Los Gigantos – klify, przy których znajduje się nieduża plaża wulkaniczna.

Klify

Zajrzeliśmy do fajnego miasteczka – Candelarii.

Candelaria
W końcu święta 😉

Pogapiliśmy się na zwierzaki w Loro Parku, włącznie z pokazem delfinów i orek. Fascynujące i piękne zwierzęta.

Delfiny w Loro Parku

Zrobilismy też sobie objazdówkę po punktach widokowych. Super widoki na plaze Las Teresitas, Audytorium w Santa Cruz, góry Anaga (przez chwilę myślałam, że to już Wietnam, tak mi pasowały domeczki na zboczach gór 😊), a z Pico Del Ingles obserwowaliśmy chmury i Teide.

Las Teresitas z góry
Teneryfa – Audytorium w Santa Cruz
Góry Anaga
Pico del Teide z Pico del Ingles

Obejrzeliśmy kilka startowisk…

Teneryfa – tandem 😉